„Nie buntuję się przeciw temu, że ciało słabnie. Od dawna wiem, że wszystko mija – i że w tym przemijaniu też jest jakiś spokój.”

Te słowa wybrzmiały we mnie wyjątkowo mocno. Izabela Kuligowska – kobieta społeczniczka, propagatorka dojrzałego piękna kobiety we wszystkich jego odsłonach – od lat pokazuje, że wiek nie musi być ani ograniczeniem, ani tematem tabu. Jest inspiracją, motywacją i, co równie ważne, wnosi do rozmowy o dojrzałości lekkość i poczucie humoru.

W czwartkowy wieczór miałam przyjemność uczestniczyć w jednym z wydarzeń przygotowanych przez Izabelę w Płockim NovymKinie „Przedwiośnie”. Był to prawdziwy wieczór konesera – z niezwykłą projekcją filmu „Jezioro Słone” w reżyserii Katarzyny Rosłaniec, a zaraz po seansie ze spotkaniem z główną bohaterką filmu, Heleną, w którą wcieliła się Katarzyna Butowtt.

Katarzyna Butowtt była z nami w sposób absolutnie naturalny, otwarty i autentyczny. W rozmowie prowadzonej przez Izabele Kuligowską, przybliżyła kulisy powstawania filmu, ale bardzo szybko spotkanie nabrało głębszego, osobistego wymiaru. Aktorka zaprosiła nas do swojej historii życia – tej, którą opisała w biografii „Oddycham odkąd moi rodzice umarli”, napisanej przez Wiktora Słojkowskiego. To poruszająca książka, do której wracam myślami i którą z całego serca polecam.

Zarówno film, jak i rozmowa po seansie dotykały wielu tematów trudnych, intymnych i nieoczywistych. Było w nich miejsce na stratę, samotność, potrzebę bliskości, ale też na odwagę bycia sobą. Mnie jednak szczególnie zatrzymał jeden wątek – starość.

„Im jestem starszy, tym rzadziej ktoś na mnie patrzy. Jakby wiek czynił mnie przeźroczystym, niepotrzebnym – częścią tła ulicy.”

To zdanie długo we mnie rezonowało. Starość to temat, którego szczególnie my – kobiety – często się obawiamy. Ma ona nie tylko wymiar osobisty i psychologiczny, ale też bardzo silne tło społeczne i kulturowe. To właśnie kultura i społeczeństwo narzucają nam schematy, oczekiwania i stereotypy dotyczące wieku, atrakcyjności czy „przydatności”. Funkcjonujemy w nich często nieświadomie, nie zatrzymując się, by zapytać, czy naprawdę są nasze.

Katarzyna Rosłaniec w „Jeziorze Słonym” pokazuje coś niezwykle ważnego: że atrakcyjność, pragnienia, potrzeba bliskości i prawo do samorealizacji nie mają metryki. Nie kończą się wraz z kolejną świeczką na torcie ani z pierwszą zmarszczką.

„Kiedy trzymam ją za rękę, starość nagle traci ostre krawędzie. Przestaje być ciężarem, staje się tylko kolejną porą roku.”

Tym cytatem ze „Spóźnionej miłości” Williama Whartona kończę moje dygresje. Z myślą, że może zamiast walczyć ze zmarszczkami, warto spróbować zobaczyć w nich zapis przeżytego życia. Historii, relacji, strat i miłości. I być może – odrobiny spokoju.