Moja 77-letnia ciocia, z którą dziś ucięłam sobie godzinną pogawędkę, będzie bohaterką tego listu do Ciebie.

Ciocia jest kobietą wychowaną w latach 50., zaraz po wojnie, w czasach, gdy walka o zwykłą egzystencję była dominującą potrzebą mojej rodziny. Zabezpieczony wikt, dach nad głową i – jak to się wtedy mówiło – „opierunek”, były synonimem komfortu.

Ciocia jest po przebytych chorobach i po życiu, które bardzo mocno ją doświadczyło. Ale wiesz co? Jedno zdanie, niczym mantra, przewijało się dziś w naszej rozmowie:

„Zawsze sama sobie daję radę. Nie wolno się poddawać. Nie ma sensu myśleć o dyskomforcie. Trzeba iść przed siebie i nie rozczulać się nad sobą.Nie rozuczulać się nad sobą, nie rozczulać się nad sobą…”

I wtedy zrozumiałam, że wiele z nas powtórzyło część tej mantry — nie raz, nie dwa, ale setki razy. Prawda?

Ja na pewno.

Pomyślałam sobie nawet: kurczę… mam w sobie dużo z mojej cioci „Siłaczki”.

Silna kobieta.
Często przywołujemy ten slogan. Ten ideał, do którego należy dążyć.

Silne kobiety rzadko mówią: „Nie daję rady.”
Rzadko przyznają, że im trudno.
Rzadko proszą o pomoc.

Bo od dawna nauczyły się, że trzeba „ogarniać”.

Silne kobiety często słyszały:
– poradzisz sobie
– nie przesadzaj
– inni mają gorzej
– dasz radę

I nauczyły się nie słuchać siebie.
Nauczyły się zaciskać zęby.
Nauczyły się nie zawracać głowy.
Nauczyły się, że ich potrzeby mogą poczekać.

Aż pewnego dnia ciało mówi: dość.

Tak jak u mojej cioci. Jej ciało zaczęło domagać się uwagi już po 35. roku życia. Zaczęło pokazywać, jak wielki koszt ponosi jako „siłaczka”.

Relacje zaczynają boleć.
Radość znika.
Pojawia się zmęczenie, którego nie da się już zagłuszyć.

I tu chcę zostawić Cię z jedną refleksją:

Twoja siła nie polega na tym, że wszystko udźwigniesz.
Twoja siła polega na tym, że potrafisz się zatrzymać.

Ignorowanie swoich potrzeb nie jest oznaką mocy.
Jest strategią przetrwania.

Ale Ty nie musisz już tylko przetrwać.
Możesz zacząć żyć.