Miał być remont. Wyszła rozbiórka.

W Olszynowej Ostoi właśnie zachodzą duże zmiany.

Stary budynek gospodarczy, który przez lata był stodołą, magazynem i domem dla kotów, zaczyna nowe życie jako nasz dom. W przyszłości będzie też miejscem noclegowym dla uczestniczek kilkudniowych programów rozwojowych z końmi.

Kotki oczywiście dostały nowy domek w części mieszkalnej nowej stodoły, która od tego roku będzie również przestrzenią do zimowych warsztatów i sesji indywidualnych.

Latem nadal będziemy korzystać z naszej pięknej oranżerii, ukrytej w samym sercu olszynowego lasku.

Dlaczego nie dało się go po prostu wyremontować?

Problem tkwił w fundamentach.

Wszystkie wykonane przez nas ekspertyzy były zgodne – na tak słabych, przez lata wypłukiwanych przez wodę i w dużej mierze zniszczonych przez grzyb i wilgoć fundamentach nie dało się bezpiecznie budować.

Choć sentymentalnie było mi blisko do tej starej chałupy, która towarzyszyła nam przez pięć lat, dziś wiem, że decyzja o jej rozbiórce była dobrą decyzją.

I chyba z nami jest trochę podobnie.

Często próbujemy „remontować ściany” i za wszelką cenę ratować coś, co już zbudowałyśmy, choć problem leży głębiej – w podwalinach, na których to wszystko zostało postawione.

Możemy przez lata coś poprawiać, dokładać, zmieniać, próbować jeszcze trochę inaczej, a mimo to wciąż mieć poczucie, że coś się nie trzyma.

Czasem warto wtedy zejść trochę głębiej i zobaczyć, na czym właściwie to wszystko stoi. Czy na tym, czego naprawdę chcemy i potrzebujemy? Czy może na tym, czego kiedyś od nas oczekiwano?

Bo niektóre rzeczy, które przez lata brałyśmy za swoje, wcale nie muszą nimi być.

Czasem są po prostu dobrze znanymi sposobami życia, które kiedyś się sprawdzały, ale dziś już nas nie wspierają.

I może właśnie temu warto się przyjrzeć, zanim zaczniemy kolejny remont.

Fundamenty mojej starej chałupy były pozostałością i oddechem przeszłości, która nie należała do mnie. Były wizją poprzednich właścicieli, nie moją.

Teraz ten sam budynek zmieni swoją funkcję. Na nowych fundamentach stanie się częścią mojego pomysłu i mojej wizji życia. I, mam nadzieję, rewelacyjną miejscówką dla Was.

Bo nie o to chodzi, żeby stać się zupełnie kimś innym. Czasem trzeba stworzyć nowe warunki, żeby to, co już w nas jest, mogło służyć inaczej.

I chyba właśnie dlatego coraz częściej pytam siebie nie tylko: czego chcę? Ale też: na czym to wszystko właściwie stoi?

A skoro już o fundamentach mowa…

Mam w Olszynowej Ostoi jeszcze jednego nauczyciela w tej dziedzinie. Jest nim Feniks.

Jeden z naszych koników, z uwagi na to, że jest jeszcze młodym konikiem, nie bardzo wie, o co temu człowiekowi chodzi.

Jest bardzo prawdziwy, jak wszystkie koniki, w swoich reakcjach. Podawanie nóg do czyszczenia i cyklicznego strugania stało się dla niego najbardziej bezcelową rzeczą, jaką zna.

No bo jaką on ma z tego korzyść? Żadną.

Jest strasznie niewygodnie z jedną nogą wysoko, do tego jeszcze człowiek wierci się i kręci nogą w różnych kierunkach. Nie czerpie z tego żadnej przyjemności, jak na przykład z czesania i miziania.

Mmmmm…

Więc co postanowił człowiek?

Człowiek postanowił zająć się problemem od podstaw, od tak zwanych fundamentów.

Wraz z naszą behawiorystką musimy najpierw przebudować jego wizję relacji z człowiekiem, zanim dojdziemy do kopytek.

Bo, powiem Wam, że bez budowania relacji nie zaczyna się jednak od kopytek.

Oj nie. 🙂

I chyba właśnie to najbardziej lubię w tej całej historii.

Zarówno przy starej chałupie, jak i przy Feniksie okazało się, że nie ma sensu zaczynać od tego, co widać na zewnątrz.

Najpierw trzeba sprawdzić, na czym to wszystko stoi.