Zmienianie świata to piękna misja. Nie jest to kaprys księżniczki, która w tym roku będzie czynić dobro. To często świadomy i dojrzały wybór życiowy.

Janina Ochojska – tę kobietę chyba każda z nas zna i podziwia. Jej zaangażowanie w pomaganie było związane z osobistymi doświadczeniami niepełnosprawności, które ją ukształtowały i zapoczątkowały naturalny ciąg wydarzeń prowadzących do działalności humanitarnej. Posłuchajcie, co sama o tym mówi:

„Wychowano mnie w takim myśleniu o niepełnosprawności, że ja mam coś więcej. A jak człowiek ma coś więcej, to też musi oddać, prawda? Poza tym sama doświadczyłam też bardzo dużo pomocy i wydaje mi się, że to jakoś jest ze mną spójne. Mam bardzo duże poczucie spójności w moim życiu. […] Większość dzieciństwa i okresu nastoletniego spędziłam w ośrodkach dla osób niepełnosprawnych, gdzie musieliśmy sobie nawzajem pomagać. Był też wymóg, że jak przychodziła paczka z domu, to trzeba było się nią podzielić. Egoizm był źle widziany w tej społeczności. Myślę, że to mnie ukształtowało”.

Każda kobieta, której misją jest pomaganie, ratowanie czy wspieranie innych, ma do opowiedzenia swoją historię. Historię o tym, co ją ukształtowało. Czasem są to własne doświadczenia bólu, samotności czy bezradności. Czasem potrzeba niesienia pomocy rodzi się z wdzięczności za dobro, którego same kiedyś doświadczyły. A czasem jest odpowiedzią na głębokie przekonanie, że świat można uczynić choć odrobinę lepszym miejscem. I w końcu z potrzeby dzielenia się bezwarunkową miłością ze światem, bo to nas wypełnia I nadaje sens naszemu istnieniu.

Kobiety, które obrały tę ścieżkę życiową, podjęły się ogromnego wyzwania. Jest to droga wybrukowana kamieniami dobra, piękna, ale też trudu i poświęcenia. Kiedy jednak kochasz swoją misję, kochasz to, co robisz, decydujesz się na tę wędrówkę jak na górski szlak. Czasami jest stromo. Niewygodnie. Pogoda bywa kapryśna. Niekiedy masz ochotę zawrócić.

Ale potem przychodzą te widoki eh…

To ciepłe uczucie w sercu, że się udało. Że udało się podarować potrzebującej osobie dobro, spokój albo poczucie bezpieczeństwa. W takich chwilach czujesz sens. Wiesz, że żyjesz w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. A potrzeba bycia potrzebną zostaje nasycona.

Tylko że jest jeszcze jedna prawda o kobietach od zadań specjalnych.

Tak bardzo skupiają się na dostrzeganiu potrzeb innych, że czasem przestają zauważać własne. Tak długo niosą pomoc, aż zapominają, że same również potrzebują wsparcia. Tak wytrwale wspinają się na kolejne szczyty, że nie dają sobie prawa do odpoczynku.

A przecież nawet najbardziej doświadczona wędrowniczka musi czasem zdjąć plecak, usiąść na kamieniu i zaczerpnąć oddechu. Zgadzasz się ze mną?

Nie dlatego, że jest słaba.

Dlatego, że chce iść dalej.

A może ty chcesz mi opowiedzieć swoja historię? Z chęcią posłucham i jak będziesz na to gotowa podzielimy się nią ze światem.

Na zdjęciu grupa kobiet ze Stowarzyszenia Kobiety w Centrum