O tym, że lato powoli się kończy i że dla świata przyrody to już początek jesieni, przypomniały mi dzisiejsze klangory żurawi.
Gdy powoli zbliża się jesień, żurawie rozpoczynają swoje ptasie zebrania nad Wisłą. Jedne zostaną tutaj w niewielkiej grupie na polskie zimowanie, inne dołączą do tych, które będą wyruszać w dalszą drogę.
Żurawie w miejscu, w którym mieszkam, w Drwałach pod Wyszogrodem, są jego nieodłącznym elementem. Są bohaterami tego miejsca i właśnie dlatego chciałam poświęcić im jeden z odcinków mojego bloga.
Dzisiaj przywołały mi na myśl jedną z najpiękniejszych japońskich baśni – baśń o wdzięcznym żurawiu.
To historia o żurawiu, którego pewien człowiek uratował z potrzasku.
Niedługo potem w jego domu pojawiła się piękna kobieta, która została jego żoną. Z wdzięczności za uratowane życie zaczęła tkać dla niego niezwykłe, piękne tkaniny.
Postawiła jednak jeden warunek – nigdy nie wolno mu było zaglądać do pomieszczenia, w którym tkała.
Mężczyzna długo szanował jej tajemnicę, aż pewnego dnia ciekawość okazała się silniejsza.
Zajrzał.
I wtedy zobaczył, że jego żona jest w rzeczywistości żurawiem, który własnymi piórami tkał dla niego te niezwykłe tkaniny.
Kiedy tajemnica została odkryta, żuraw odleciał, a wraz z nim skończyło się ich wspólne życie.
Płyną z tej baśni bardzo mądre przemyślenia.
Często ogromna chęć czynienia dobra wypływa z nas bardzo naturalnie, poniekąd nas definiuje.
Nie analizujemy swojej reakcji ani nie zastanawiamy się, czy komuś pomóc, czy też nie. Często jest to po prostu w naszym krwioobiegu – pomagamy, jeśli widzimy, że ktoś tego potrzebuje.
Czy zatem dobro, którym dzielimy się ze światem, powinnyśmy rozdawać bez refleksji i namysłu, rozdmuchując je jak wiatr?
Czy może jednak traktować je jak cenny dar – nasz własny skarb, którym warto dzielić się świadomie i uważnie, aby nie tracić własnych piór jak baśniowy żuraw tam, gdzie nie jest to potrzebne?
Skutki ciekawości mówią nam o przekroczeniu granic i utracie tego, co najcenniejsze.
Mi pomyślało się o przyzwalaniu, jakie czasami dajemy na naruszanie naszych delikatnych i osobistych granic.
O tym, że kiedy pozwalamy je naruszać, pozwalamy innym wchodzić w naszą przestrzeń, w nasz pokoik w którym tkamy piękne tkaniny. Pozwalamy zakłócać ją i powodować, że zostaje „zraniona”.
Żuraw oddawał też część siebie w akcie wdzięczności i miłości – własne pióra – by pomóc.
Ale egoizm, ludzki brak umiaru i zwykły brak rozwagi sprawiły, że to, co cenne i piękne, zostało bezpowrotnie utracone.
Bo możemy widzieć potrzeby innych i nie odpowiadać na każdą z nich.
Możemy pomagać, ale nie musimy za każdym razem płacić za to kawałkiem siebie i żyć w poczuciu, że zaczyna nam brakować własnych piór.
Może czasem warto pozwolić czemuś odlecieć.
Może czasami warto samemu po prostu odlecieć i zakończyć etap, który Ci najzwyczajniej w świecie nie służy.
